Rośniemy aż miło

Opel Post: – Wkrótce minie 19 lat od uruchomienia produkcji w gliwickim Oplu. Jak pan ocenia ten czas?

Andrzej Korpak: – Zaczynaliśmy jako firma jednozmianowa. Dziś pracujemy na trzy zmiany. Choćby to pokazuje rosnące wykorzystanie potencjału. Ale dumni możemy być nie tylko ze wzrostu, bo i z przebrnięcia przez trudne okresy, jakich i u nas, i w całym przemyśle motoryzacyjnym nie brakowało. Przy nagłych redukcjach produkcji zamiast zwalniać ludzi, staraliśmy się zawsze zagospodarować ich na innych frontach. To dla mnie bardzo ważne.

      • Po tylu latach funkcjonowania GMMP chyba łatwo jest wskazać to, co jest naszą największą siłą i zaletą?
      • Bez wątpienia ludzie! Za każdym razem, kiedy przyjeżdżają do nas goście z zagranicy, słyszę, że takiego zaangażowania jak u nas nie znajdują w innych fabrykach koncernu na świecie. Nie bez powodu zatrudniamy nowych pracowników pod kątem nie tylko ich kompetencji, ale i pozytywnego nastawienia. Są oni otwarci na współpracę i przede wszystkim, podkreślę to, kreatywni. Usprawniają procesy, szukają ciekawych rozwiązań, po prostu im się chce. A to klucz do sukcesu. To my zużywamy proporcjonalnie najmniej energii na wytworzenie jednego samochodu z wszystkich fabryk koncernu. Nasi inżynierowie stale wymyślają też nowe sposoby na oszczędności, byśmy tym samym jak najmniej wpływali też na środowisko.
      • Skoro o środowisku mowa, to może porozmawiajmy nie tylko o tym naturalnym, ale i społecznym, lokalnym. Jaki jest wpływ Opla na Gliwice?
      • Nie wypada się przechwalać, ale to właściwie my, usadowiając się tu jako jedni z pierwszych, ściągnęliśmy wiele innych inwestycji. Ówczesne i obecne władze miasta pomagały nam i do dziś świetnie się z nimi współpracuje. Bliskość planowanych wtedy autostrad i Politechniki Śląskiej były dla nas samych istotne, ale później to my staliśmy się atutem dla innych. Szacuje się, że dzięki nam powstało około 20000 dodatkowych miejsc pracy. Nasi kooperanci zdecydowali się też inwestować w okolicy, by być blisko nas i innych zakładów motoryzacyjnych, np. w Czechach. Dokładając do tej liczby około 4000 naszej własnej załogi, mamy spory wkład w lokalny rynek pracy. No i w promocję miasta. Gdziekolwiek jedzie ktoś od nas w świat, koledzy z koncernu znają Gliwice. Ostatnio nasi pracownicy, którzy pomagali w naprawie serii aut w Tajlandii śmiali się, że nikt tam nie słyszał o Warszawie czy Krakowie, za to Gliwice znają chyba w tamtejszej fabryce wszyscy. Z kolei odwiedzający nas goście mówią, że za każdym razem widzą, jak miasto błyskawicznie się rozwija, pięknieje.
      • To prawda, że od jakiegoś czasu to z Gliwic zarządzane są też i inne fabryki GM?
      • Tak, mam ten zaszczyt, że pełnię funkcję dyrektora nie tylko u nas, ale i w Tychach, gdzie powstają silniki. Mam też nadzór operacyjny nad zakładami na Węgrzech i w Austrii. Ich dyrektorzy raportują bezpośrednio do mnie. A wszystko po to, byśmy mogli efektywnie i wzajemnie wdrażać dobre rozwiązania, wymieniać się ludźmi, doświadczeniem. Dodam, że w przypadku zagranicy mówimy też o fabrykach silników.
      • Można jakoś ocenić naszych specjalistów na tle tych z innych krajów?
      • Nie mamy powodu do kompleksów, a przeciwnie – świetnie dajemy sobie radę. Mamy mnóstwo autorskich pomysłów na poprawę efektywności czy ergonomiczności pracy. Podam tylko głośny przykład zautomatyzowanych wózków samojezdnych. Przecież to genialne rozwiązanie, które łączy i oszczędność kosztów (bo nie płacimy jak za zboże dostawcom zewnętrznym podobnych maszyn), i innowacyjność, i indywidualnie dobrane możliwości pojazdu. Stale współpracujemy z Politechniką Śląską, na której są już dwa otwarte przewody doktorskie na temat zaawansowanej diagnostyki linii tłoczni. Nasza fabryka dostała około 50 nagród, które za najwybitniejsze osiągnięcia przyznają szefowie z Detroit. Słyszałem taką anegdotę, że jak przychodzi tam patent z Polski, to już nawet nie muszą go analizować, bo na pewno jest genialny i zasługuje na trofeum. Kooperujemy też z ministerstwami i innymi uczelniami. Teraz pracujemy nad samodzielną, przenośną celą do spawania. Wsparcie przy niej ma i rząd, i politechniki. Jesteśmy po prostu w nieustannym procesie udoskonaleń i innowacyjności.
      • W raportach ekonomicznych podkreśla się też wpływ Opla na dane o eksporcie. Czy słusznie?
      • Oczywiście. Nasza wkład w te statystyki jest bardzo wyraźny. Powiem więcej, jest on bardzo dostrzegalny nawet w skali PKB! Skoro produkujemy ponad 200 tysięcy samochodów, a jedno auto ma średnią wartość kilkunastu tysięcy euro, mówimy o miliardowych kwotach. A aż 94 procent naszej produkcji jedzie za granicę. To spadek o 1 procent, które mnie, szczerze mówiąc, nawet bardzo cieszy. Bo ta część produkcji zostaje w kraju i nasze pojazdy są kupowane na miejscu. Docenia je polski klient. Ostatni rok był pod tym względem rekordowy.