Opel kobiecym okiem cz. 3

Kwiecień 2010 roku. Szatnia w gliwickim Oplu. Dorota Chodawska szykuje się właśnie do pracy, kiedy kątem oka zauważa wchodzącą Marzenę Mastalską. Przeciera oczy ze zdumienia. Ona? Tutaj? Aż chce się jej krzyknąć z radości i zaskoczenia.

– Bo nie widziałam Marzenki już lata – wyjaśnia. – Razem chodziłyśmy do szkoły średniej. Po niej nasze drogi się rozeszły. I teraz nagle widzę ją w swojej pracy.  Dopytuję od razu: „Co tutaj robisz?”, ale domyślam się, że też dostała posadę. Witamy się, padamy sobie w ramiona. Do dziś to pamiętam.

Dorota w Oplu pracuje z przerwami około 10 lat. Marzena dołączyła do firmy właśnie 7 lat temu. I te 7 lat to nie tylko okres wspólnej pracy, ale i ich przyjaźni.

 

Wielka fabryka, mały stres

– Kiedy tu przychodziłam, bałam się, że wokół będą sami faceci – wspomina Marzena. – Nie przeszkadzało mi to, ale na pewno trochę deprymowało. Swoją drogą, to ówczesny narzeczony, a dziś mąż namówił mnie na zgłoszenie się do Opla. Co było dla mnie największym zaskoczeniem? Ogrom hali, w której przyszło mi pracować. Jak się tu wchodzi pierwszy raz, efekt skali powala. Widać potęgę firmy.

Dla Doroty załoga zdominowana przez mężczyzn była czymś normalnym, z czym już się oswoiła.

– Jedno już wiedziałam: w takim teamie musisz pokazać, że jesteś pewna siebie – wspomina. – Nie zgrywać delikatnej laluni, tylko udowodnić, że potrafisz solidnie, ciężko pracować i nie boisz się uczyć nowych rzeczy. No i pytasz, jak czegoś nie wiesz. Bez wstydu. Tę wiedzę już na początku przekazałam Marzenie. Zaśmiała się tylko, że musi sobie jakoś poradzić i skoro mnie się udało, to i ona nie odpuści.

Marzena weszła w męskie towarzystwo z łatwością. Ci, których tak się obawiała okazali się pomocni, życzliwi. Chwalili ją, kiedy z werwą zabierała się do swoich zadań.

– Bo o to chodzi: kobieta ma swoim zaangażowaniem dowieść, że żadnej pracy się nie boi – Marzena przytacza znany, filmowcy cytat. – I cały czas się doskonalić.

Dziś obie wciąż pracują na tym samym wydziale, na którym zaczynały – Montażu Głównym. Marzena na sekwencji, Dorota na kokpicie. I zarzekają się, że pracy w innym zakładzie już sobie nie wyobrażają.

  • Człowiek się zżywa z miejscem, w którym jest mu dobrze i sobie w nim radzi – stwierdza Dorota. – Mogę powiedzieć, że my, kobiety jesteśmy dużo bardziej cierpliwe, ale też wierniejsze swoim wyborom. Wybrałyśmy ten fach, tę firmę i z nią czujemy się związane.

 


Dorota aktualnie pracuje na linii kokpitu. Mówi, że praca w Oplu dokładnie odpowiada jej temperamentowi i dlatego chciałaby spróbować swoich sił również na innych wydziałach, nie koniecznie związanych bezpośrednio z produkcją.

Dorota aktualnie pracuje na linii kokpitu. Mówi, że praca w Oplu dokładnie odpowiada jej temperamentowi i dlatego chciałaby spróbować swoich sił również na innych wydziałach, nie koniecznie związanych bezpośrednio z produkcją.

Pewne pensja, pewne plany

Przez chwilę obie zastanawiają się, co mogą wskazać jako największy atut pracy w Oplu.

– Według mnie, to stabilność – rzuca Marzena. – Jak stoi za nami tak potężne przedsiębiorstwo, to masz gwarancję pracy i płacy.

– A dla mnie to sprawiedliwe traktowanie pracowników, niezależnie od płci – dodaje Dorota. – Na co dzień o tym same zapominamy i przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy koleżanki z innych firm skarżą się na dyskryminację, bo są wynagradzane gorzej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. U nas twoja wypłata zależy od stażu pracy i umiejętności. Płeć naprawdę się nie liczy. Choć kiedy coś się dzieje w domu z dzieckiem, kobiety mają od razu zgodę na pójście do niego, nikt nie robi im problemów.

Wspominają też, że cenna jest świadomość możliwości powrotu na to samo stanowisko po urlopie macierzyńskim czy wychowawczym.

  • Ja przeżyłam taką sytuację – opowiada Dorota. – Nie było mnie 13 miesięcy i bez kłopotu trafiłam tam, gdzie byłam przedtem. Choć śmiałam się, że przez ten czas zmieniło się tak wiele w technologii i procedurach, że wielu rzeczy musiałam uczyć się od nowa.

Ale dosyć o pracy! Czas opowiedzieć coś więcej o ich przyjaźni. Trudno im pogadać w czasie zmiany, bo dzieli je odległość na hali, a i czasu nie ma, gdy robota wre. Spotykają się więc regularnie po godzinach.

– Ech, morze kawy już razem wypiłyśmy! – śmieje się Marzena. – Jak nie ja do niej, to ona wpada do mnie. Zawsze jest o czym pogadać, z czego pożartować, pośmiać się. A i nasze dzieci się przyjaźnią. Moje ma 3 lata, a dwójka Doroty: 5 i 2,5 roku.

Kiedy znudzi im się rozmowa, obie lubią poszaleć w ogródku. Coś obsiać, coś przyciąć.

– A jak jest więcej czasu, to ruszamy pobiegać – mówi Dorota. – To teraz nasza wspólna pasja. Udzielamy się w Opel Active Team.

Już bez kolegów z Opla ruszają całymi rodzinami na wakacje. Raz nad morze, raz w góry. Zwiedzały Anglię, Tunezję, Bułgarię. Z sentymentem wspominają wspólny wyjazd do Chorwacji.

– Te wojaże możliwe są także dzięki premii półrocznej, którą dostajemy tuż przed wakacjami – zauważa Dorota. – To solidne, finansowe wsparcie. Prorodzinne!

Ich mężowie pracują również w Oplu.

– Jesteśmy więc taką „oplowską brygadą” – żartuje Marzena. – Zapomniałam dodać, że dużym atutem pracy tutaj jest możliwość wygospodarowania i soboty, i niedzieli dla rodziny. To dla mnie bardzo ważne.

Z mężami, jak równy z równym, mogą pogadać o samochodach, co czyni je dość nietypowymi żonami. I odważnie różnią się z nimi w ocenach.

– Obu nam bardzo się podoba wytwarzana u nas Cascada – stwierdza Dorota. – A z samochodów, które masowo trafiają na polski rynek, mam słabość do Astry IV. Marzena woli nowszy model.

– Ale to Dorota ma chyba bardziej wyrobione oko – śmieje się Marzena. – Z pierwszego zawodu jest przecież fotografem. Ma oko. Jak czasem zrobi mi zdjęcie, to sama siebie nie poznaję, bo wyglądam lepiej niż na żywo! (śmiech)

Rozbawione, jak na komendę, mówią, że już nie wyobrażają sobie życia bez tej przyjaźni. Że jest dla nich solą życia.

– Gdyby nie Opel, pewnie by się nie narodziła – stwierdzają na koniec. – To chyba jasne!

7 lat doświadczenia Marzeny daje jej pełny ogląd na jakość pracy w gliwickiej fabryce. Ocena wypada bardzo pozytywnie.

7 lat doświadczenia Marzeny daje jej pełny ogląd na jakość pracy w gliwickiej fabryce. Ocena wypada bardzo pozytywnie.


Swoją przyszłość obie wiążą z firmą, która daje im poczucie stabilizacji i przewidywalności.

Swoją przyszłość obie wiążą z firmą, która daje im poczucie stabilizacji i przewidywalności.