Co za klasa!

Wesoły gwar, ogólne rozluźnienie i niecierpliwe wyczekiwanie to niechybne znaki, że zbliża się koniec roku szkolnego. W Górnośląskim Centrum Edukacyjnym w Gliwicach bardzo szczególnego, bo wśród uczniów zamykających rok nauki znaleźli się także ci, którzy odebrali świadectwa ukończenia Klasy Patronackiej Opla.

– Co zdecydowało, że poszedłem do tej klasy? No jak to co – Opel! – ze śmiechem i bez chwili wahania odpowiada Michał Jaros, jeden z uczniów pierwszego rocznika. – Uczymy się konkretnych rzeczy w dobrze wyposażonych pracowniach i to jest super – mówi. Dla Fabiana Kwiatkowskiego, który otrzymał od Opla nagrodę za najlepsze wyniki w klasie, nauka w szkole jest właściwie przedłużeniem tego, co lubił robić od podstawówki. – Zaczęło się od tego, że rozkręcałem swoje zabawki, żeby sprawdzić, co jest w środku – opowiada. – Czasem udało mi się nawet naprawić jakąś zepsutą – dodaje. – Zawsze byłem ciekawy, jak coś działa i do dziś lubię kombinować, rozkładać i składać, dochodzić, co się skąd wzięło.

Dyrektor General Motors w Gliwicach Andrzej Korpak osobiście wręczał nagrody wyróżnionym uczniom Klasy Patronackiej Opla.

Dyrektor General Motors w Gliwicach Andrzej Korpak osobiście wręczał nagrody wyróżnionym uczniom Klasy Patronackiej Opla.


 

Fabian Kwiatkowski otrzymał nagrodę Opla za najlepsze wyniki w nauce. – O zapisaniu się do tej klasy zdecydowała ciekawość i możliwość nauczenia się czegoś, co przyda się w życiu – mówi.

Fabian Kwiatkowski otrzymał nagrodę Opla za najlepsze wyniki w nauce. – O zapisaniu się do tej klasy zdecydowała ciekawość i możliwość nauczenia się czegoś, co przyda się w życiu – mówi.

 

Plan lekcji

Wygląda na to, że zwykła ciekawość jest tajemnicą wysokiej średniej ocen Fabiana, bo jak zapewniają wszyscy uczniowie, codzienna nauka w Klasie Patronackiej Opla nie jest uciążliwa.

Szkolny tydzień był podzielony na naukę „typowych” szkolnych przedmiotów, jak język polski, matematyka czy historia, oraz przedmiotów zawodowych. – Pierwsze trzy dni zaczynaliśmy na godzinę 8.00 i kończyliśmy między 14.00 a 15.00 – opowiada Jakub Dębicki. – W czwartek i piątek od 7.00 rano siedzieliśmy na przedmiotach praktycznych. Pracowaliśmy na tokarkach, spawaliśmy lub działaliśmy przy obróbce ręcznej. W czwartki mieliśmy zajęcia z elektryki – wylicza.


Jeśli chodzi o elektrykę, jedni się jej obawiają, inni wprost przeciwnie… – To mój ulubiony przedmiot! – mówi Robert Głowacki. – Dlaczego? Bo daje satysfakcję. Najpierw obmyślasz, jak wykonać to, co zostało zadane, a potem, gdy widzisz, że układ, który stworzyłeś, działa, czyli świeci, czujesz się z tego dumny – podsumowuje.

Testy z przedmiotów zawodowych łączą praktykę z teorią: – Czasem dostajemy coś do naprawy, np. telewizor albo laptop – opowiada Fabian. – Oceny zależą od tego, czy zreperujemy jakąś usterkę albo zauważymy błąd. To, co robimy, musimy także opisać w referacie, dzięki czemu wielu z nas lepiej zapamiętuje, co trzeba zrobić – zauważa. Zadania wykonywane na ocenę są wcześniej omawiane krok po kroku z nauczycielami. – Uczymy się rzeczy ciekawych, nie tylko niezbędnych w pracy, ale też przydatnych w życiu – dodaje.

Zgrana ekipa

– Czy mam ulubionego nauczyciela? Szczerze, to nie… wszyscy są fajni! – odpowiada Robert. Potwierdza to Michał Frystacki, który jako laureat nagrody za 100% frekwencję na zajęciach jest najlepszym dowodem na to, że w klasie panuje dobra atmosfera. – Nauczyciele nie są surowi, to raczej partnerzy – mówi. – Kilku nawet zaprosiliśmy na klasowego grilla, którego niedawno organizowaliśmy – dodaje Robert. – Poza tym dają szanse – opowiada Jakub Dębicki. – Ci, którzy chcą sobie podwyższyć ocenę, dostają dodatkowe zadania, więc można się wykazać – mówi.


Uczniowie Klasy Patronackiej Opla chwilę po zakończeniu roku szkolnego.

Uczniowie Klasy Patronackiej Opla chwilę po zakończeniu roku szkolnego.


Kto rano wstaje…

Zakończenie roku szkolnego dla naszych bohaterów nie oznacza końca nauki. Lipiec spędzą w Oplu, sprawdzając w praktyce to, czego nauczyli się przez ostatnich 10 miesięcy. – Niby wakacje krótsze o połowę, ale cieszę się na te praktyki – stwierdza Robert. – Auta interesują mnie chyba od urodzenia, pewnie dlatego, że mój tata pracował jako mechanik i czasem w czymś mu pomogłem. Teraz sam będę brał udział w procesie powstawania samochodów. Myślę, że dla czegoś takiego warto będzie wstawać na pierwszą zmianę, nawet w wakacje. – Śmieje się. – Czyli warto było przyjść do tej klasy? – pytamy. – To chyba oczywiste – tak! – odpowiada Robert.