Wstrzymał koszty,
ruszył pomysł

 

A numer jego czterdzieści i cztery

Numer personalny w naszej firmie to nic zaskakującego – w końcu każdy z nas go posiada. W przypadku Stefana Noconia jest to jednak o tyle ciekawe, że przypisaną mu liczbą jest 44. Oznacza to, że Stefan był jednym z pierwszych pracowników naszego gliwickiego Opla! Pracując niemalże od początku istnienia fabryki, zna ją zapewne jak własną kieszeń 🙂

Cichy, skromny, pomocny i przyjacielski. Tak mówią o nim koledzy z lakierni, gdzie pracuje w dziale Maintenance (Utrzymania Ruchu). Można jeszcze dodać, że z poczuciem humoru, bo co rusz opowiada jakąś anegdotę. – Życie jest za krótkie, żeby się smucić – dodaje. – I za ciekawe, żeby się w nim nudzić.

Jak z rękawa sypie nie tylko złotymi myślami, bo i pomysłami na innowacje. Jego współpracownicy dobrze wiedzą, że czego jak czego, ale kreatywności nie można mu odmówić. Na swoim koncie ma już wiele ulepszeń i modernizacji maszyn, narzędzi, procedur. Już raz zdobył główną nagrodę w konkursie Kaizen za przyspieszenie czasu produkcji matryc. – Ale od razu zaznaczę, że większości tych wynalazków by nie było, gdyby nie sugestie kolegów – stwierdza. – To oni zauważali jakieś niedoskonałości i zgłaszali się z nimi do mnie.

Cały on w swojej skromności. Ale trudno się z nim nie zgodzić – wąska specjalizacja na każdym odcinku produkcji, mnogość i różnorodność technik czy urządzeń nie pozwalają jednej osobie poznać wszystkie ich detale. – A z doświadczenia wiem, że nawet w niezmienialnym, wydawałoby się, rozwiązaniu technicznym kryje się szansa na modernizację lub chociaż oszczędność kosztów – zauważa. – Podobnie było w przypadku przedsięwzięcia, za które w tym roku zdobyłem pierwsze miejsce.

 


Stefan Nocoń pracuje w Oplu 19 lat i od początku wykazywałduże chęci pomocy i współpracy zespołowej. Zostało mu tak do dziś.

Stefan Nocoń pracuje w Oplu 19 lat i od początku wykazywał duże chęci pomocy i współpracy zespołowej. Zostało mu tak do dziś.




 

 

Siateczka pełna pomysłu
Któregoś dnia zgłosili się do niego koledzy z pytaniem, czy dałoby się jakoś regenerować i wymieniać pierścienie powietrza kierującego w osłonach atomizerów. Ich siateczka po niedługim czasie użytkowania niszczyła się, a to powodowało, że powłoka lakiernicza też była uszkodzona i trzeba było szlifować karoserię, powtarzając proces lakierowania. –Stracony czas, pieniądze, same komplikacje – podsumowuje Stefan Nocoń. – Ale jak pierwszy raz zgłosili się do mnie z tym problemem, pokiwałem tylko głową i raczej nie dawałem im nadziei. Obudowa jest jednolita, nie ma dostępu do poszczególnych elementów. Nie da się. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Taki jednak jestem, że już po chwili zacząłem zastanawiać się: „ A może jednak?”.

Bo, jak mówi, w jego charakterze stała i niezmienna jest gotowość do walki z samym sobą. Nawet jak rozsądek podpowiada, że coś zdaje się niemożliwe, to intuicja i pasja nakręcają go do udowodnienia, że jest inaczej.– Z zawodu jestem technikiem obróbki skrawaniem – opowiada. – I choć od lat nie pracuję w tym fachu, to zostało mi z niego upodobanie do precyzji i szukania nieszablonowych technik pracy.

Szkicował więc, rysował, liczył, analizował, eksperymentował. Wiedział, że w przypadku korekty obudowy, nad którą pracuje, wszystko musi być superprecyzyjnie dobrane. Liczą się nawet setne części milimetra!– Cierpliwości mi nie brakuje, więc w końcu udało się – opowiada. – Tradycyjna tokarka, czujniki i analiza dokumentacji wystarczyły, żebym mógł znaleźć metodę na regenerację kluczowego składnika: charakterystycznej siateczki.

Jego wynalazek zachwycił cały zespół. Nie trzeba już wyrzucać zużytej części i płacić za nową około 400 euro. Koszty regeneracji są ponadośmiokrotnie mniejsze! Pozwalają zaoszczędzić mniej więcej 1500 zł na każdej obudowie.– Strat mniej, a satysfakcji mnóstwo – dodaje. – Tylko jeszcze raz proszę, żebyście koniecznie napisali: nie byłoby tej zmiany, gdyby nie uważność reszty teamu.

Z zespołem dogaduje się świetnie, choć większość pracowników wokół jest w wieku jego dzieci. Stefan żartuje, że kiedy 19 lat temu przychodził do pracy w Oplu, miał 45 lat, a teraz czuję się nawet trochę młodszy i prawie jak wśród rówieśników.

– Bo moi koledzy dorośli, a ja przy nich odmłodniałem – dowcipkuje. – Mogę powiedzieć, że widzę, jak rozwinęły się nie tylko ich umiejętności, ale i odpowiedzialność za firmę. Nie tylko biernie patrzą na to, co dzieje się wokół nich, bo szukają też źródeł zmian na lepsze.

Zdaniem oplowskiego wynalazcy roku, żeby efektywnie pracować, trzeba też umiejętnie odpoczywać. – Edison mówił, że najlepsze pomysły przychodzą mu do głowy w czasie relaksu – śmieje się Stefan. – Mnie daleko do niego, ale staram się łapać oddech przy książce. Najlepiej dobrej powieści kryminalnej albo czymś z dreszczykiem. King, Collins… Nowe tytuły podrzucają mi dzieci. Czytać lubię i nie wypada mi nie sięgać po książki, bo jestem mężem polonistki.