Projektem przez życie

Dział Inżynierii Produkcji, którym kieruje Ewa, został zorganizowany w Gliwicach, ponieważ są tutaj duże możliwości pozyskiwania specjalistów. Jej zespół udziela wsparcia przy wdrażaniu każdego z nowych modeli samochodów produkowanych w Europie. Do jego zadań należy też udział w wyborze dostawców, sprzętu, prowadzenie procedur zakupowych wspólnie z Działem Zakupów oraz doprowadzenie całego procesu do końca – tak, by linia mogła wystartować. Wtedy przejmuje ją fabryka, dla której ta linia była przygotowywana. – Najczęściej wdrożenia są wykonywane podczas przerw wakacyjnych, ale pracujemy często także w weekendy i podczas przerw świątecznych – tłumaczy dyrektor Ewa Barańska.

Dział istnieje od dziesięciu lat i bardzo wiele osób, które zaczynały w nim swoją ścieżkę kariery, dziś pracuje na wyższych stanowiskach i prowadzi swoje projekty.

 

Ciągły ruch

Rozpoczynamy spotkanie, Ewa jest jeszcze w wirze pracy – ostatnie ustalenia z pracownikami, dzwoniący telefon. Dużo się dzieje. Ale nie ma w tym wrażenia chaosu. – Mój zespół działa dwutorowo – mówi Ewa. – Jesteśmy tutaj, w Gliwicach. Prowadzimy swoje projekty. Zatrudniamy fantastyczne osoby. Jednocześnie stanowimy część centralnego Działu Inżynierii Produkcji w Niemczech – wyjaśnia.

 

Efekty pewnej rozmowy

Ewa sprawdza kalendarz, kontroluje, ile mamy czasu na rozmowę. Za 40 minut ważna telekonferencja. W tym zamieszaniu próbujemy namówić ją na chwilę wspomnień o tym, jak zaczęła się jej zawodowa przygoda z Oplem. – Jestem inżynierem budowlanym – mówi z uśmiechem. – Zanim przyszłam tutaj, pracowałam dla firmy, która budowała fabrykę jogurtów w Raciborzu. Firma postanowiła przenieść produkcję do Warszawy. Dostałam propozycję, by tam kontynuować działania. Ale miałam małe dzieci i nie chciałam wyjeżdżać – wspomina Ewa.

 

 

–––––

Od samego początku w gliwickiej fabryce było mnóstwo entuzjazmu. Ludzie byli dumni, że mogą pracować dla tak prestiżowego koncernu. Byli ciekawi świata, nowych rozwiązań. Do tej pory jesteśmy bardzo elastycznym zakładem. U nas, jak się komuś powie, jutro wyjeżdżasz na szkolenie lub do innej fabryki, po prostu się pakujemy.

Ewa Barańska

–––––


 

Z ciekawości złożyła podanie do nowo powstającej fabryki General Motors w Gliwicach. Wybrała stanowisko menedżera. Nie nastawiała się, że zostanie przyjęta, więc na wszelki wypadek prowadziła też rozmowy z innymi firmami. – Zostałam jednak zaproszona na rozmowę do Opla. Szłam na nią dziwnie spokojna – wspomina Ewa. Z racji tego, że spędziła wiele lat w Londynie, pomoc tłumacza nie była jej potrzebna. – To była godzinna, niezwykle pouczająca i przyjemna rozmowa – opowiada.

W urodziny Ewy przychodzi oferta pracy w General Motors jednej z największych firm na świecie. Została przyjęta. I tak – od stanowiska menedżera ds. planowania produkcji – rozpoczęła się jej kariera w Oplu. Na początku kierowała małym, kilkuosobowym zespołem. – Rzeczą, która mnie, inżynierowi budowlanemu, bardzo pomogła w nowej materii, z jaką się zetknęłam, było logiczne myślenie i matematyka, którą zawsze lubiłam. Zaczęłam planować produkcję. Uczyć się tych wszystkich zależności, procesów, specyfiki poszczególnych działów. Na początek, w ramach szkolenia pracowałam na linii w poszczególnych działach produkcyjnych. To było wspaniale doświadczenie dla przyszłego planisty. – tłumaczy Ewa.

 

Pierwsze lata w Oplu

Proces budowy fabryki ruszył. – Nigdy w życiu nie widziałam takich wielkich hal. Wszystko było niezwykle ekscytujące – mówi Ewa o swoich początkach w Oplu.

Na starcie jednym z wyzwań okazał się, o dziwo, język. Mimo, że Ewa bardzo dobrze znała angielski, barierą były korporacyjne, amerykańskie skróty. Były ich dziesiątki. Kadra budująca fabrykę była wielonarodowa, pracowali tam doświadczeni w branży Amerykanie, Anglicy, Szkoci, Niemcy. – Trzeba wspomnieć, że przemysł samochodowy wraz z jego nomenklaturą był dla mnie nowym obszarem. Po godzinnych spotkaniach produkcyjnych mówiłam do mojego szefa, poddaję się, nie wiem, o czym oni mówią – to jakiś „motoryzacyjny slang”. Chociaż w Anglii zdałam prestiżowy egzamin Proficiency. Jednak, jak mówi przysłowie, praktyka czyni mistrza. Po krótkim czasie z otrzymaną od szefa listą przetłumaczonych skrótów, świat motoryzacji stawał się dla mnie coraz bardziej zrozumiały – opowiada Ewa Barańska.

Fabryka ruszyła 31 sierpnia 1998 roku. Z linii produkcyjnej zjechały pierwsze samochody. Był to dzień ogromnej dumy i satysfakcji.

 


W realizowanych projektach Ewa Barańska stawia na doprowadzenie ich do momentu, jak sama mówi, „samograja”. Projekt działa, został sprawdzony, można go przekazać i zająć się nowym.


Logistyka

Zagraniczni menedżerowie pracowali w Gliwicach przez pierwsze lata. Gdy ich misja dobiegła końca, zaczęli wyjeżdżać. Pojawiły się możliwości awansów. Ewa Barańska zastąpiła swojego przełożonego na stanowisku szefa działu. – Byłam w tym momencie odpowiedzialna za planowanie produkcji i utrzymanie ruchu – mówi Ewa.

Następna zmiana, to przeniesienie się wraz z zespołem do Działu Materiałowego. W ten sposób powstał Dział Planowania i Logistyki, którym kierowała. – Planowaliśmy całą logistykę w fabryce. Zarówno tę związaną z materiałami, jak i samochodami gotowymi – opowiada Ewa. Połączenie Działu Logistyki z Działem Materiałowym i ciężka praca wspaniałego, jak podkreśla Ewa, zespołu zaowocowały uzyskaniem znaczących oszczędności dla zakładu. Sama praca wiązała się z ogromną liczbą spotkań. – Przyjeżdżali do nas przedstawiciele firm logistycznych, prowadziliśmy z nimi rozmowy i mieliśmy okazję na bieżąco negocjować korzystne ceny usług. To było ciekawe doświadczenie – zauważa Ewa Barańska.

 

Zagraniczne wyzwania

Kolejny ważny krok w karierze Ewy to wyjazd do fabryki koncernu w Luton, gdzie przez trzy lata (od 2007 roku) była dyrektorem Działu Łańcucha Dostaw. Fabryka produkowała Opla Vivaro i była w trakcie poważnych zmian organizacyjnych. – Krótko mówiąc, dużo się działo. To była niezwykle wyczerpująca praca. Ale gdybym jeszcze raz dostała taką propozycję, bez wahania ponownie podjęłabym się tego zadania – zapewnia Ewa.

–––––

Gdy słyszę od osób prowadzących własne firmy – dostałaś samochód, komórkę, komputer i masz święty spokój, to się z tym nie zgadzam. To nie jest święty spokój. To jest dużo pracy i poświęcenia. Ale ja to naprawdę lubię. Dzięki tej pracy spotykam wielu ludzi z całego świata i codziennie czegoś się uczę.

Ewa Barańska

–––––

Po Luton pojawił się nowy cel do osiągnięcia. Ewa odpowiadała za stworzenie magazynu dla fabryki w Petersburgu. – To mój największy samodzielny projekt. Często mówię, że to moje dziecko, takie „od A do Z”. Ale oczywiście nie dokonałam tego sama. Miałam świetnie dobrany i bardzo oddany zespół – mówi z nutką satysfakcji Ewa Barańska.

Mając poczucie, że wszystko działa jak należy, Ewa uznała, że jej czas dobiegł tam końca. Że trzeba sięgnąć po nowe wyzwania. W Gliwicach zaproponowano jej kierowanie Działem Inżynierii Produkcji, młodym działem, który dopiero się rozwijał. – Przejęłam grupę i zmieniłam jej strukturę na taką, która pozwoliła nam promować na stanowiska kierownicze. A co za tym idzie, motywować i pokazać możliwości rozwoju dla najlepszych – opowiada Ewa. Jej zespół obecnie liczy 62 osoby.

 

W męskim świecie

Fabryka samochodów to przede wszystkim męski świat. Jak Ewa się w nim czuje? Na początku być może musiała udowadniać, że jest dobra, ale zazwyczaj nie miała z tym problemu. – To prawda, że jest to świat bardziej męski, więc albo się do tego, my kobiety, przyzwyczaimy i przyjmiemy to za fakt, albo będziemy się frustrować. Jako kobieta staram się promować profesjonalizm niezależnie od płci. A wiadomo, że kobiety potrafią być bardzo profesjonalne i dobrze wykształcone – opowiada Ewa. I przypomina historię pewnego szkolenia, kiedy to podczas zadania wykonywanego przez 10-osobową grupę osób nowo poznanych, w której była jedyną kobietą, zaproponowała szybkie rozwiązanie problemu. Początkowo zostało ono odrzucone. Ale niebawem okazało się, że jej propozycja jest tą, o którą chodziło. W taki sposób, pokazując swoją wiedzę, zdobyła szacunek kolegów. Ewa podkreśla, że według niej większość kobieta jest lepiej zorganizowana. Łączy obowiązki domowe z pracą zawodową, musi pracować szybciej. Jak pokazuje przykład jej kariery – wszystko jest możliwe.

 

Smaki wolnego czasu

Syn poszedł w ślady mamy. Jest inżynierem, specjalizuje się w geodezji i kartografii. Pracuje w firmie zajmującej się dronami. Córka skończyła filologię angielską. Pracuje w firmie logistycznej.

O spędzaniu wolnego czasu Ewa opowiada z błyskiem w oku, wymieniając podróże, sztukę i sport. – Jednym z ulubionych miejsc jest dla mnie Afryka Południowa. To zdecydowanie są moje klimaty. Kocham też sztukę. Ostatnio odkryłam w Zachęcie wspaniałą malarkę, Marię Anto, polską Fridę Kahlo – mówi Ewa.

Jej życie zawodowe to ciągły bieg, prywatnie relaksuje się w podobny sposób. –Niedawno polubiłam bieganie. No i narty – są ze mną od dzieciństwa. W Anglii zaczęłam grać w golfa, ale obecnie nie mam niestety na to czasu. Może kiedyś będę grała – deklaruje.

Ewa lubi również poznawać nowe rewiry kulinarne, kocha dobre jedzenie. – Bardzo lubię kuchnię włoską, azjatycką, hinduską. Podczas pobytu w Wietnamie zachwyciły mnie tamtejsze smaki. Właściwie z każdej podróży wracam z jakimiś przyprawami i lokalnymi przepisami. To też jest pewnego rodzaju forma zwiedzania świata. Może teraz będzie czas na kuchnię francuską? – uśmiecha się.

 

Rozwijać młodych

Z jej inicjatywy dwa lata temu ruszył w Gliwicach projekt doktoratów dualnych realizowany wspólnie z Politechniką Śląską. – Podczas wizyt w naszym dziale w Niemczech odkryłam, że istnieje tam program dla doktorantów. Odbywały się tam warsztaty na temat fabryki przyszłości – opowiada Barańska. – Zastanawiałam się: mamy tyle dobrych pomysłów, ale jak je zrealizować? Pomyślałam o współpracy naszej fabryki z Politechniką Śląską – dodaje.

Pierwsza trójka doktorantów już pracuje nad swoimi rozprawami. Dzięki ich badaniom w fabryce zostaną wdrożone nowe rozwiązania, które poprawią jej funkcjonowanie i pozwolą na znaczne oszczędności.

Doktorat dualny polega na tym, że nad wspólnym tematem pracują dwie osoby. Jedna to naukowiec z Politechniki Śląskiej, który jest jednocześnie zatrudniony w firmie, druga – pracownik zakładu, który swoją praktyczną wiedzę wzbogaca o naukę, otwierając przewód doktorski na Politechnice Śląskiej. – Mamy w naszej firmie nowe technologie i bardzo mądrych ludzi. Ale w nauce też coś się dzieje, więc postanowiliśmy połączyć te dwa światy – wyjaśnia.

Jej rola polega na trosce o rozwój programu doktoratów, bo jak podkreśla, to kolejny projekt, który musi doprowadzić do końca.

– Pracownicy Opla, którzy zdecydują się na program doktoratów dualnych, mają możliwość zdobywania wiedzy akademickiej, według potrzeb i harmonogramu spędzać czas na uczelni i również tam realizować prace badawcze. Jako przełożona, Ewa umożliwiła nam elastyczne godziny pracy, konieczne do prowadzenia badań – mówi Krzysztof Roczek, inżynier automatyk na Wydziale Tłoczni, który bierze udział w projekcie.

– Ewa jest osobą asertywną. Każdy cel doprowadza do końca. Nie boi się wyzwań, jest wytrwała, nie zniechęca się – tak Ewę opisuje Mariusz Rodzeń, kolejny z doktorantów w Oplu.

Ewa ma nienormowany czas pracy. Średnio spędza w niej ok. 10 godzin. – Lubię swoją pracę. Mam świetny dział. Ale czasem czuję, że chciałabym jeszcze zrobić duży, ciekawy projekt w Polsce lub w innej części świata – mówi o swoich aspiracjach dyrektor Barańska. Nie przejmuje się problemami, skupia się na ich rozwiązaniu. Jak zauważają jej współpracownicy – potrafi zaskoczyć odpowiedzią. Gdy jeden z kolegów zapytał kiedyś, co się stanie, jak nie zdążą z projektem i ich zwolnią, Ewa odpowiedziała: – Jak mnie zwolnią, to napiszę „Harry’ego Pottera” i będę bogata.

Książka jednak nie powstała, za to projekt został skończony zgodnie z planem.

Co by było gdyby nie Opel? – pytamy. – Trudno powiedzieć, gdybym nie miała być inżynierem, to może wybrałabym historię sztuki – mówi.

Telefon jednak dzwoni, a współpracownicy podchodzą z pytaniami. To znak, że Ewa musi wracać do swoich obowiązków.