Tajemnice gliwickiej ziemi

Celem prac, które rozpoczęły się w ubiegłym roku, było odnalezienie drewnianego kościoła z XVII wieku. Jednak, po rozpoczęciu prac bardzo szybko okazało się, że odkryto coś zupełnie innego. Są to murowane fundamenty.

 

Przed wbiciem pierwszej łopaty

O tym, że na terenie Czechowic istniał kiedyś drewniany kościół pod wezwaniem św. Jerzego, Piotr Pacuła, pracownik gliwickiego Opla, dowiedział się kilka lat temu od znajomego Andrzeja Szelki, prezesa Stowarzyszenia Rozwoju Czechowic. Zaczęli tworzyć grupę, która mogłaby podjąć prace i zbadać ten temat. – Zwróciliśmy się o pomoc do archeologów. Musieliśmy też uzyskać wszystkie niezbędne pozwolenia – tłumaczy Piotr Pacuła. Dzięki planom z początku XIX wieku było wiadomo, w którym mniej więcej miejscu znajdował się kościół. – Gdy w ubiegłym roku rozpoczynaliśmy nasze poszukiwania, na miejscu oprócz archeologów, którzy koordynowali prace, pojawili się także wolontariusze, okoliczni mieszkańcy, którzy podobnie jak ja chcieli pomagać w poszukiwaniu nieistniejącego kościoła – opowiada Pacuła.

 

Ważne odkrycie

Zarówno archeolodzy, jak i wolontariusze byli bardzo zaskoczeni, kiedy w ubiegłym roku, już w drugim dniu prac, odsłonięte zostały nieznane dotąd mury. – Odkryliśmy fundament pod świątynię murowaną, prawdopodobnie barokową, która miała tutaj powstać. Szukaliśmy drewnianej budowli, a znaleźliśmy murowaną – tłumaczy Radosław Zdaniewicz, prezes Oddziału Górnośląskiego Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich. Potwierdzeniem, że są to relikty kościoła, jest odkrycie kilkunastu grobów. A te, jak podkreślają archeolodzy, pokazują, że obok kościoła znajdował się cmentarz. – Wykopaliśmy też fragmenty naczyń glinianych i odsłoniliśmy mury. Niewykluczone, że tamten drewniany kościółek się spalił, a na jego miejscu zamierzano wybudować murowany. Nie udało się prawdopodobnie tego zrobić. Powstały jedynie fundamenty – dodaje Piotr Pacuła. Znaleziono także historyczne monety, które trafią do Muzeum w Gliwicach.

Oprócz murów odkryto także wiele eksponatów, które trafią do Muzeum w Gliwicach.


Piotr Pacuła, ma nadzieję, że znajdzie się sposób, by zabezpieczyć i wyeksponować odkryte mury.


Żmudna praca

W tym roku praca archeologów i pomagających im wolontariuszy skupia się na oczyszczeniu odkrytych murów i zrobieniu dokładnych planów. – Wytyczne, które mamy od konserwatora zabytków, nakazują przebadanie znaleziska i stworzenie jego dokumentacji. To, co odsłoniliśmy rysujemy na papierze milimetrowym kamyczek po kamyczku. Zrobimy też zdjęcia z drona, a także skany 3d fundamentów – opowiada Radosław Zdaniewicz. Pracy nie ułatwia żar lejący się z nieba. Codziennie przez kilkanaście godzin czyszczone są kolejne kamienie w murze. – Wcześniej takie prace widziałem tylko w telewizji. A tutaj, dzięki wiedzy i pomocy Radka, mogłem się tego nauczyć. Gdy w tracie prac coś znajdowaliśmy, to pytaliśmy się jego, co z tym robić: jak czyścić, jak dokumentować – mówi Piotr Pacuła. Wśród osób pracujących są także między innymi studentka czwartego roku archeologii Uniwersytetu we Wrocławiu Martyna Niemczyk i strażnik miejski Michał Kołodziej, miłośnik lokalnej historii.

 

Po zakończeniu prac odkryte mury trzeba będzie z powrotem zasypać, choć wolontariusze i pasjonaci historii Gliwic mają nadzieję, że tak się nie stanie. – Prezes Stowarzyszenia Rozwoju Czechowic, który jest przedstawicielem lokalnej społeczności, ma plan, żeby namówić władze miasta, aby coś tu zorganizować, wyeksponować te fundamenty. Być może jakoś je zabezpieczyć. Ale to dopiero pomysł – tłumaczy Piotr Pacuła.


Archeolog, Radosław Zdaniewicz, z ogromną starannością przenosi na papier układ odkrytych murów.

 


Nie czuję zmęczenia 

Piotr Pacuła, pracownik gliwickiego Opla, opowiada o pracy
wolontariusza przy archeologicznych wykopaliskach.


 

Jak z pracy na Wydziale Tłoczni gliwickiej fabryki Opla trafia się w takie miejsce?
Faktycznie ciekawa sytuacja. Parę lat temu Andrzej Szelka, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Czechowic, zainteresował mnie tematem nieistniejącego kościoła pod wezwaniem św. Jerzego w Gliwicach Czechowicach. Znalazł informację, że gdzieś na tych terenach znajdował się drewniany kościół. Postanowił zwrócić się do archeologów o pomoc. Dostaliśmy zgodę na poszukiwania i w ubiegłym roku mogliśmy zacząć kopać.

 

Skąd pomysł, by włączyć się w pracę archeologów?
Kiedyś, jak jeszcze chodziłem do szkoły podstawowej, w bibliotece oglądałem numery czasopisma „Poznaj świat”. Pokazywano w nim różne badania archeologiczne, które były organizowane na świecie. Zainteresowało mnie to. Pomyślałem o pracy archeologa, jednak życie pokierowało mnie inaczej. Dopiero po ponad 48 latach marzenie się spełniło. Lubię oglądać filmy poświęcone tej tematyce. Tutaj, dzięki współpracy z archeologami, mogłem się wiele nauczyć. Pracuję jako wolontariusz. Wielu mieszkańców z okolicy także nam pomagało podczas prac.

Udaje się godzić pracę w fabryce z pracą przy odkrywaniu historycznych murów?
W tym roku jesteśmy tu drugi tydzień. Miałem akurat urlop. Połowę wolnych dni spędziłem tutaj. Lubię to. Spędzam tu po 6-8 godzin dziennie. Ale to jest dla mnie fascynująca a nie ciężka praca. Nie czuję zmęczenia. Teraz wróciłem już do pracy w fabryce. Zacząłem od drugiej zmiany. Na wykopalisku jestem od 8.00 do 12.00, a potem idę do zakładu. Czuję radość, że udało mi się dokonać kilku odkryć. Brałem udział w znalezieniu monet, a niezwykle trudno jest je w tym piachu zauważyć.

 


Historia w pigułce


W 2017, w porozumieniu między Górnośląskim Stowarzyszeniem Naukowym Archeologów Polskich i Stowarzyszeniem Rozwoju Czechowic, rozpoczęła się akcja wolontariacka, której celem było odkrycie reliktów drewnianego kościoła w Gliwicach Czechowicach. Kościelne spisy wizytacyjne mówiły, że był on zbudowany w konstrukcji zrębowej, z drewna i jeszcze w 1687 roku na pewno tutaj stał.
W pierwszych dwóch dniach prac archeologicznych odkryto potężne murowane fundamenty, które świadczą o tym, że nie tylko istniał ten kościół drewniany, ale też zamierzano tutaj wznieść jakąś inną świątynię. Odsłonięte mury mają głębokość do 1,6 metra i szerokość, która miejscami dochodzi nawet do 2 metrów.