Ople wśród rajdowców

Na starcie rajdu stanęło pięć Opli Astra w różnych wersjach nadwozia i silnika. To właśnie nimi jeździli ci, którzy nadzorują przebieg imprezy – oficjalni delegaci ds. bezpieczeństwa, obserwatorzy i sędziowie techniczni.
– Naszą rolą było punktualne dowiezienie ich w miejsce, w którym akurat powinni się znajdować – opowiada Jarosław Majcherek, jeden z oddelegowanych przez GM kierowców. – Wymagało to ciągłego skupienia, bo jeździmy często tymi samymi wymagającymi trasami co rajdowcy.

 

Przygotowania przed trasą.

Przygotowania przed trasą.

Oplowską załogę tworzyło pięciu pracowników firmy – oprócz Jarka także Tomasz Baranek, Damian Mikulski, Grzegorz Pałęza i Piotr Warczok. Każdy z nich pracuje na innym wydziale gliwickiej fabryki, ale jedno ich łączy – miłośc do rajdów i motoryzacji. – Trzech z nas pracowało już na poprzedniej edycji rajdu i wiemy, że organizatorzy byli zadowoleni z tej współpracy – mówi Tomasz Baranek. – W tym roku też zebraliśmy sporo pochwał. Spisaliśmy się i my, i samochody.

Każdy z kierowców przejechał 200-250 kilometrów w ciągu dnia po krętych asfaltówkach, ale i szutrówkach wokół Wisły. – Co ciekawe, wszystkie auta na rajdzie są objęte satelitarnym monitoringiem – opowiada Piotr Warczok. – Dzięki temu udało się nam znaleźć jeden z pojazdów, który trafił do prywatnego warsztatu po uderzeniu w drzewo. A to jest generalnie zakazane. Wytropiliśmy go z sędzią, którego woziłem, jednak okazało się, że ten zjazd był legalny, bo zgłoszony. Przez chwilę zanosiło się jednak na sensację.

Podobnych, pełnych emocji, chwil nie było wiele, bo tak naprawdę obsługa rajdu to po prostu ciężka praca bez fajerwerków. – Nie szalejemy, bo w końcu też współodpowiadamy za bezpieczeństwo – podsumowuje Grzegorz Pałęza. – Choć czasem trzeba było ostro „przygrzać”, żeby zdążyć. Zaskoczyła mnie automatyczna skrzynia w modelu, którym jeździłem, bo na zróżnicowanych trasach spisywała się idealnie.

 

Mocny skład.

Mocny skład.

Wszyscy kierowcy zgłosili się do obsługi rajdu dobrowolnie, poświęcając na to cztery dni. – Ale byliśmy obecni i wizerunkowo, i promocyjnie – podsumowuje Damian Mikulski. – Ludzie zobaczyli, że Opel daje radę.

Na mecie i starcie rajdu w Wiśle przy Placu Hoffa widoczne też było stoisko lokalnego dilera, prezentujące modele Adam i Mokka.

 

 

Szybko przez rajd

Tegoroczny Rajd Wisły był jubileuszowy, bo już sześćdziesiąty z kolei. Zamiast świętowania widzowie zobaczyli jednak ekscytującą rywalizację na trasie, która rozegrała się głównie między dwoma kierowcami – Łukaszem Habajem oraz Wojciechem Chuchałą. W ostatecznej klasyfikacji lepszy okazał się Habaj z czasem 1:36.40,3. Chuchała zanotowałł 2,4 sekundy straty, ale to on prowadzi w ogólnej klasyfikacji mistrzostw Polski ze 167 zgroadzwonymi punktami. Hadaj jet 4. ze stratą 47 punktów. Za nami zaś już 5 rund Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Habaj startuje na co dzień w klubie M.S. Gliwice w parze z pilotem Piotrem Wosiem. Chuchała to zawodnik Automobilklubu Polskiego. Na miejscu pilota siedzi obok niego Sebastian Rozwadowski. Trzecie miejsce w rajdzie przypadło Grzegorzowi Grzybowi w parze z Danielem Siatkowskim. Ogółem sklasyfikowano 18 załóg. Oprócz nich trasą przejechały także załogi startujące w Pucharze Polski. Przebieg rajdu był wyjątkowo spokojny, jak na klasę takiej imprezy i stopień trudności tras biegnących, m.in. w okolicach Istebnej, Koniakowa czy Lipowej. Do najgroźniejszego zdarzenia doszło właśnie na odcinku specjalnym niedaleko tej ostatniej miejscowości. Jeden z samochodów wypadł z trasy i uderzył w przepust. Rannego pilota odwieziono do szpitala. Rajd rozegrano w dniach 6-8 września.