Patent na sukces!

Patent z Wenecji i zza oceanu

Choć historia ludzkości to historia wynalazków, potrzeba ich ochrony pojawiła się stosunkowo późno – dopiero w XV wieku. Wtedy powstała tzw. ustawa wenecka, czyli akt prawny regulujący zasady korzystania z nowego, twórczego projektu urządzenia, które nie było dotychczas użytkowane i produkowane. Weneckich kupców można uznać za pionierów ochrony patentowej, ale krokiem milowym w tej dziedzinie były regulacje opracowane i wprowadzone w 1790 r. w Stanach Zjednoczonych. Amerykańska ustawa patentowa przyznawała twórcy wynalazku prawo do czerpania z niego korzyści majątkowych. Wkrótce podobne regulacje zaczęły wprowadzać inne kraje. W Polsce Urząd Patentowy Republiki Polskiej powstał w 1918 r. Prawo patentowe, wraz z rozwojem cywilizacyjnym, zyskiwało na znaczeniu, stając się ważnym ogniwem ładu prawno-gospodarczego. Wiek XIX obfitował w liczne, często przełomowe, zwłaszcza dla przemysłu, wynalazki: walcarka do walcowania profilowanego (1820 r.), tokarka karuzelowa (1839 r.), szlifierka (1850 r.), frezarka uniwersalna (1861 r.), wiertarka (1863 r.). Współcześnie znaczenie prawa patentowego jest jeszcze większe, a lista środków ochrony coraz dłuższa.

Gdy ostatnim razem przestawialiśmy na naszych łamach wózek AGV z Gliwic, trwały dosłownie ostatnie, kosmetyczne prace nad nim. Od tego czasu minęło kilka miesięcy, a historia potoczyła się błyskawicznie.

– Właśnie kończy się rejestracja światowego patentu – mówi Grzegorz Kucharek, szef Kaizen. – Patentu GM-owskiego, pozwalającego nam zachować prawa do konstrukcji.

To bardzo ważny etap. Jest on potwierdzeniem, że dzieło naszych specjalistów zostało uznane za oryginalne i przełomowe.
– Oczywiście opieraliśmy się na dotychczasowych osiągnięciach w tej dziedzinie – przyznaje Grzegorz. – Ale nasz wózek jest przygotowany specjalnie z myślą o charakterze produkcji, możliwościach i oczekiwaniach załogo GM. Jest, że tak powiem, szyty na miarę.

W pracę przy AGV zaangażowany był prawie cały zespół Kaizen, ale najbardziej pięć osób: oprócz Grzegorza – Jacek Kremski, Tomasz Szydłowski, Łukasz Wojas i Damian Pogoda.
– Musieliśmy opracować nie tylko samą konstrukcję urządzenia, ale i oprogramowanie – wyjaśnia Łukasz Wojas. – Wszystkie elementy przeszły standardowe testy praktyczne. Wypadły na tyle obiecująco, że mogliśmy pokazać światu to, co powstało.

Wniosek patentowy rozpatrywano w Stanach Zjednoczonych. Polski wynalazek zdobył tam duże uznanie.– Nagle wiele osób pewnie się dopiero dowiedziało, że gdzieś tam, w dalekiej Polsce są Gliwice i ekipa, która potrafi zrobić coś fajnego, kreatywnego – stwierdza żartobliwie Grzegorz. – Myślę, że dzięki temu udało się trochę spopularyzować nasz zakład. Weszliśmy na salony technologiczne.

Dziś, po dokładnych szacunkach, można już potwierdzić tezę, że wózek będzie bardzo konkurencyjnym produktem nie tylko pod względem funkcjonalności, ale i ceny. – Szacujemy, że wartość materiałów i robocizny powinna oscylować w granicach 5000 euro – wyjaśnia Grzegorz. – A najtańszy, gotowy produkt od wytwórcy zewnętrznego to wydatek rzędu 12500. Nie wspomnę o kosztach przygotowania go, przerobienia do naszych potrzeb. Te mogą być nawet 2,5 raza większe od samej kwoty zakupu. Widać więc, że rachunek ekonomiczny zdecydowanie świadczy na naszą korzyść.

Mało tego – wózek już stał się rozpoznawalny na tyle, że chęć jego zakupienia zgłaszają planty GM z wielu rejonów świata. – A wiadomo, że skoro to nasza patent, to i u nas będą powstawać kolejne egzemplarze, co da nam zastrzyk finansowy – zauważa Grzegorz. – Tym sposobem uda się naszej, gliwickiej firmie zyskać wymierne korzyści.